#gdanskstocznia

Tereny gdańskiej stoczni są dla nas miejscem szczególnym. Nie tylko ze względu na wyjątkowa przestrzeń, niepowtarzalny klimat czy wspaniałą historię. Także dlatego, że to wokół terenów postoczniowych i problematyki z nimi związanej w 2006 roku zaczęło kiełkować nasze stowarzyszenie.

Dostrzegając niesamowity potencjał miejsca, zwłaszcza ludzi go budujących: pracujących stoczniowców i działających między nimi artystów, pragnęliśmy zabrać głos w dyskusji nad jego przyszłością.

Wymarzone Młode Miasto jawiło nam się wówczas jako połączenie istniejącego miejsca – infrastruktury technicznej, przemysłowej architektury, postindustrialnego klimatu – oraz nowoczesnej przestrzeni, z mieszkaniami, biurami, instytucjami kulturalnymi. Na wzór hamburskiego Haffencity czy liverpoolskich Docków.

W 2010 roku byliśmy organizatorami cyklu debat dotyczących przyszłego kształtu Młodego Miasta. Podstawowe pytania, na które wówczas staraliśmy się znaleźć odpowiedzi brzmiały:

  • Czy Młode Miasto jest szansą na rozwój Gdańska i czy może przyczynić się do budowania Gdańskiej metropolii?
  • Czy Gdańsk chce stać się metropolią? (czy warto? co daje bycie metropolią? czy jest to potrzebne?)
  • Czy Gdańsk może stać się metropolią?
  • Co powinniśmy w tym celu robić? Czy potrzebne jest jedno silne centrum miasta? czy potrzebny jest klaster biurowy/CBD?
  • Co Młode Miasto może być szansą Gdańska na uformowanie jednego odpowiednio dużego i silnego centrum aglomeracji i w przyszłości centrum metropolii?
  • Co możemy/powinniśmy zrobić aby Młode Miasto się rozwijało?

W spotkaniach brali udział przedstawiciele m.in.: władz miasta (prezydent Wiesław Bielawski), Instytutu Sztuki Wyspa (Grzegorz Klaman), BPTO, TK Development, Europejskiego Centrum Solidarności. Spotkania odbywały się w będącym częścią Instytutu Sztuki Wyspa klubie Buffet.

Szybko okazało się jednak, że rzeczywistość miała na temat Młodego Miasta inne wyobrażenie.

Po pierwsze, znacząca większość terenu znalazła się w rękach prywatnych nie deweloperów, a funduszy inwestycyjnych – nie zainteresowanych bezpośrednio rozpoczęciem jakichkolwiek inwestycji. Oznaczało to po prostu brak partnera zainteresowanego przyszłością obszaru, poza jego najłatwiejszym zbyciem.

Po drugie, istniejąca na obszarze zabudowa nie była we właściwy sposób zabezpieczona przez służby konserwatorskie. Tu należy przyznać, że początkowo sami nie dostrzegaliśmy takiej konieczności. Pragnęliśmy rozwijającej się dzielnicy, wymieszania starego z nowym – nie skansenu.

Jednak całkowity brak zabezpieczeń zaowocował niewyobrażalnymi dla wielu mieszkańców wyburzeniami. Nawet najbardziej okazałe gmachy – mimo protestów, powszechnej krytyki i sprzeciwu tysięcy mieszkańców – były burzone. Niejednokrotnie bez żadnych wcześniejszych ostrzeżeń, pod osłoną nocy czy w trakcie świąt.

[Tu o protestach]

Zostało to świetnie uwiecznione chociażby przez jednego z najlepszych fotografów w tej części Europy – Michała Szlagę. To jego zdjęcia widzą Państwo na tej stronie.

Po trzecie wreszcie, w żaden sposób nie został zabezpieczony przyszły kształt zabudowy Młodego Miasta. Powstała wiele koncepcji – na uczelniach, podczas warsztatów organizowanych przez różne środowiska i organizacje. Jednak plany zagospodarowanie pozwalają na postawienie na tym obszarze dosłownie wszystkiego. Dowodem tego jest chociażby powszechnie krytykowany Bastion Wałowa.

Marzyliśmy o Haffencity, nadzień dzisiejszy jednak możemy dostać przedmieścia Hong Kongu. Tylko od dobrej woli przyszłych inwestorów zależy, czy Młode Miasto będzie wyjątkową przestrzenią, z której będziemy dumni, czy też najbardziej wstydliwą plamą błędów urzędniczo-planistycznych na mapie Gdańska.

Kontakt